czwartek, 20 marca 2014

Wyjaśnienie ;)

Hej <3 Dzisiaj nie będzie nowego rozdziału :( Nie mam weny, a więc jak tylko ją odzyskam to napiszę coś i w miarę szybko dodam <3 Trzymajcie się ciepło <3

niedziela, 16 marca 2014

Rozdział 4

-Wstawaj śpiochu! Dzisiaj idziesz do nowej szkoły!- usłyszałam.
-Ale co? Jak?- zapytałam zaspana.
-Znajdujesz się w moim pokoju gościnnym w Los Magikos i jeżeli zaraz nie wstaniesz do szkoły to spóźnisz się już pierwszego dnia- odpowiedział pan Potęga.
-Już kojarzę, a myślałam, że to był tylko sen- powiedziałam.
-Rozumiem, ale my tu gadu gadu a ty dalej nie wstajesz. Już! Łazienka jest na dole, kuchnia też. Zrobiłem na śniadanie naleśniki, mam nadzieję, że będą ci smakowały- poinformował mnie mój mentor- Także czekam na dole.
Wyszedł. Zaczęłam wstawać i stwierdziłam, że już czuję się zmęczona. Za dużo informacji naraz, ale co poradzić? Nowa szkoła, jestem ciekawa jak tam jest oraz czy mnie zaakceptują i czym się różni od zwykłej szkoły, a do tego jeszcze ta współlokatorka, mam nadzieję, że się polubimy.
Zeszłam na dół do łazienki, umyłam się i ubrałam w mundurek, który zostawił mi pan Janusz. Składał się on z czarnego żakietu z logo szkoły czyli różdżki, białej koszulki na krótki rękaw i plisowanej spódnicy także czarnej, sięgającej przed kolano. Do tego stały obok czarne baleriny. Wypatrzyłam jednak kolorowe akcenty: szwy oraz mały fragment kołnierzyka w kolorze niebieskim. Wszystko pasowało na mnie jak ulał. Ciekawe skąd nauczyciel znał mój rozmiar?
Następnie przeszłam do kuchni, w której intensywnie pachniało naleśnikami i dżemem brzoskwiniowym. Mmm... mój ulubiony. Mój opiekun kazał mi szybko zjeść, a następnie podał mi ciężki plecak i mieliśmy zaraz wychodzić.
Nagle usłyszałam, że ktoś puka. Pan Potęga poszedł otworzyć, a ja kończyłam śniadanie. Po chwili do kuchni wszedł gospodarz i Mateusz ubrany w szkolny mundurek. Przywitałam się z moim chłopakiem i wyszliśmy przed dom.
-Jak się dostaniemy do szkoły? Na miotłach?- zapytałam.
Pan Janek i Mateusz popatrzyli na mnie rozbawieni.
-Nie, to robiliśmy jakieś 200 lat temu- odpowiedział pan Potęga- pojedziemy latającym motorem.
-Ale ja się boję motorów! Nigdzie nie jadę na tym czymś- zaprzeczyłam- to nawet nie wygląda jak motor.
-Dobrze to pojedziemy samochodem, łap Mateusz kluczyki- powiedział mój mentor.
Pojechaliśmy najnowszym Volkswagenem Jetta i już po chwili byliśmy pod szkołą, która wyglądała jak zamek z bajki. Dużo wieży, prześliczny ogród i mnóstwo uczniów. Nie wiedziałam, że jest aż tyle czarodziejów. Weszliśmy do gmachu, a tam również wszystko było piękne, aż zapierało oddech w piersiach. Piękne gobeliny z logo szkoły, perskie dywany i dużo obrazów. Mieliśmy udać się do gabinetu dyrektora, który był gigantyczny. W mojej starej szkole często bywałam u dyrektora, a on miał klitkę, a nie gabinet i mimo moich dobrych ocen lubiłam rozrabiać. Dyrektor był bardzo wysoki o ciemnej karnacji i czarnych włosach, oczy miał piwne, ale bardzo mile się prezentował. Przedstawił się jako Dariusz Sisco i opowiedział mi pokrótce o szkole oraz zajęciach i wręczył mi plan lekcji. Dowiedziałam się, że są 4 klasy, a ja trafię do 1. Będę uczyła się: wróżbiarstwa, starożytnych języków, zaklęć, eliksirów, zielarstwa oraz magicznego wf-u. Zajęcia zaczynały się za godzinę i miałam pójść do swojego pokoju, który był w dormitorium dziewcząt i przywitać się ze współlokatorką.
Poszłam tam i aż mnie zamurowało z wrażenia, że idący za mną Mateusz wpadł na mnie.
-Ewelina! Co się stało?- zapytał zaniepokojony.
-Tam... Jest duch!- odpowiedziałam przerażona.
-Wszystko jest dobrze, takie duchy to normalka tutaj- powiedział spokojnie.
Weszliśmy do mojego pokoju, który okazał się był 2- osobowy i w połowie był zielony, a w drugiej połowie niebieski. Po zielonej stronie na zielonym łóżku siedziała niska blondynka o brązowych oczach, która bawiła się czymś w rękach- chyba bransoletką. Jak tylko nas zobaczyła to wstała i schowała bransoletkę.
-Cześć, jestem Ania Moon, będziemy współlokatorkami. Mam nadzieję, że się dogadamy. Chciałabym także podarować ci tą bransoletkę.- powiedziała- Twoja część pokoju jest niebieska, wszystkie twoje bagaże są już w szafie i szafkach. Musimy zaraz iść na zajęcia, bo się spóźnimy.
-Bardzo miło mi cię poznać. Jestem Ewelina Cudowska. Dziękuję ci za bransoletkę. Ja także mam nadzieję, że się dogadamy.- odpowiedziałam z uśmiechem.
Poszłyśmy razem na zajęcia, a Mateusz poszedł na swoje, bo był już w 3 klasie. Jako pierwsze miałyśmy 2 lekcje zaklęć, a później 3 lekcje eliksirów i magiczny w-f.
Okazało się, że zaklęć uczy pan Potęga, który świetnie wykładał zaklęć. Widać było, że wszyscy go lubili.
Kiedy przechodziłyśmy korytarzem na eliksiry uczniowie dziwnie się na mnie patrzyli. Zapytałam się o to Ani, a ona wyjaśniła mi, że jestem sławna w świecie czarodziejów, bo jestem Wybranką. Nie za bardzo mnie to cieszyło, ale jakoś znosiłam ich spojrzenia.
Wszystkie lekcje szybko mi upłynęły. Byłam bardzo pojętną uczennicą i nie mogłam się doczekać kolejnych zajęć.
Po skończonych lekcjach udałam się do swojego pokoju, aby odrobić lekcje. Pierwszy dzień w szkole i już tyle zadali, jednak nie przejmowałam się tym za bardzo, bo nauka magii sprawiała mi przyjemność.
Usiadłam przy niebieskim biurku, aby napisać wypracowanie z zaklęć na temat użytkowania różdżki. Ledwo je skończyłam, padłam na łóżko i od razu zasnęłam, śniąc o nowym życiu, jakie mnie czekało.



Co sądzicie o tym rozdziale? ♥ Proszę was o komentarze ♥ Zostawcie jakiś ślad, że czytacie ♥
Kolejny rozdział będzie dopiero w czwartek, bo muszę go wymyślić ♥
 

czwartek, 13 marca 2014

Rozdział 3

-A co ty tu robisz?- zapytałam widząc moją kotkę.
-Taki mały spacer- odpowiedziała Roxi.
-To ty umiesz mówić?!- zapytałam osłupiała.
-Oczywiście jestem magicznym kotem- odrzekła- umiem mówić, podróżować między Magią a Zasłoną oraz jestem twoją opiekunką.
-Ale ja nie potrzebuję opiekunki- zaprzeczyłam- i co ta Zasłona?
-I tu się mylisz, grozi ci śmiertelne niebezpieczeństwo, uważaj komu ufasz, do tego nie znasz żadnych zaklęć- odpowiedziała- a Zasłona to nie magiczny świat i ludzie, którzy w nim żyją nie zauważają nic poza swoim życiem, a magiczne rzeczy dzieją się tuż pod ich nosem. Żyją jakby za zasłoną, dlatego tak się nazywają.
-Ok, tylko czy wszystkie zwierzęta potrafią mówić?- zapytałam mojego kota.
-Tutaj wszystkie, ale na Zasłonie potrzeba do tego specjalnych zaklęć- odpowiedziała.
-To teraz wszystko rozumiem- powiedziałam sama do siebie.
-Dopiero to ty zaczynasz rozumieć. Miej na oku Mateusza, bo może cię oszukać i nie podawać się za tego kim jest. Koty widzą wszystko- ostrzegła mnie Roxi.
-Bzdury gadasz, wiem kim jest Mateusz. Bardzo się kochamy i nigdy by mnie nie oszukał czy skrzywdził- odpowiedziałam już zła.
-Ewelina proszę cię miej się na baczności, jeszcze przyznasz mi rację- odparła i zniknęła.
Znowu miałam mętlik w głowie, same intrygi, kłamstwa, a to wszystko z powodu pieniędzy i władzy. Miałam już dość, ale musiałam być silna dla taty.
Następnego dnia miałam zacząć zajęcia w Akademii Twilight w Los Magikos i miałam tam zamieszkać w internacie. Nie mogłam się doczekać, miałam dzielić pokój z jakąś dziewczyną i bardzo chciałam ją poznać, lecz tą noc miałam spędzić w domu pana Potęgi. Gdy tylko wróciłam z wieczornego spaceru po Los Magikos położyłam się w pokoju gościnnym i od razu zasnęłam bez kolacji z nadmiaru wrażeń.

Co sądzicie o tym rozdziale? Wiem jest krótki, ale kolejny jest długi, dlatego będzie dopiero w niedzielę. ;) Proszę komentujcie ♥ Chcę poznać waszą opinię ♥ Bo nie wiem czy zaprzestać na pięciu
rozdziałach ♥

wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 2

-Jakie to cudne miejsce- stwierdziłam po raz tysięczny- nie rozumiem jedynie dlaczego nie powiedziałeś mi wszystkiego wcześniej.
-Ależ kochanie obiecałem twojemu tacie, że dowiesz się wszystkiego na 18 urodziny- odpowiedział- poza tym i tak byś mi nie uwierzyła.
-Może i masz rację- zaczęłam mięknąć- ale na pewno mnie nie zostawisz po tym wszystkim?
-Przysięgam ci ukochana- powiedział Mateusz- jest jednak jedno ale...
-Co?!- zapytałam zdenerwowana- nie mów mi teraz, że jak cię pocałuję to zamienisz się w żabę- próbowałam żartować.
-Nie, nie- odpowiedział z uśmiechem- chodzi o to, że mój ojciec jest przewodniczącym Rady Czarodziejów i nie mam z nim łatwo, jednak czasami bywa bardzo miły i uprzejmy o ile tylko nie dzieje się nic ważnego w Radzie- spokojnie wyjaśnił.
-To w czym jest problem?- nie rozumiałam.
-Teraz mamy czas wojny domowej wśród czarodziejów i właśnie Rada ma najwięcej do roboty- powiedział- a to znaczy, że mój tata jest cały czas wkurzony.
-Och...- to jedyne co mogłam powiedzieć- a jak doszło do tej wojny?- zapytałam.
-Kiedyś Rada miała siedmiu członków, każdy odpowiadał za jedno miasto Magii. Mój tata jako, że jest przewodniczącym jest również władcą Los Magikos. Lecz mniejszym miastem- Nową Różdżką rządził jego brat Remigiusz, któremu ta władza nie wystarczała. Chciał wprowadzić absolutyzm i rządzić całą Magią. Próbował nawet zdobyć moc Wielkiego Czarodzieja, który założył Magię, ale nie udało mu się to. Obecnie przebywa w swojej fortecy, gdzie ma coraz więcej popleczników i wszczyna bunt. Porwał twojego tatę- jednego z członków Rady, aby ją osłabić, ponieważ twój tata rządził Wysokimi Hokusami- trzecim miastem pod względem wielkości i ludności.
Jest przepowiednia, że zielonooka półczarownica ocali wszystkich czarodziejów i czarownice przed złymi zamiarami Remigiusza.
-To jest zaskakujące- powiedziałam- jesteś pewny, że to chodzi o mnie? Ja jestem tylko przeciętną dziewczyną.
-Tak, po pierwsze rzadko zdarzają się półczarownice, a zwłaszcza zielonookie. Nie było żadnej od tysiąca lat. Po drugie wskazał nam cię Rubin Prawdy, który zawsze pokazuje najistotniejsze i możemy na nim zawsze polegać-odparł.
-Ok. Niech ci będzie. To znaczy, że ciąży na mnie wielka odpowiedzialność?- zapytałam przerażona.
-Niestety tak, ale zawsze będę cię wspierał, pomagał ci i cię kochał- obiecał, całując mnie.
Pocałunek był przecudowny, czułam jak iskry magii przechodzą między nami. Czułam magię! Ale czad! Zupełnie zapomniałam o bożym świecie i zauważyłam, że zaczyna już zmierzchać. Los Magikos wieczorem wyglądało jeszcze bardziej cudownie niż za dnia. Chciałam się jemu przyjrzeć, ale Mateusz mnie rozpraszał pocałunkami w szyję.
Nagle przypomniało mi się, że nie powiedziałam mamie i Agacie gdzie jestem. Zaniepokojona powiedziałam o tym Mateuszowi, lecz zbył mnie mówiąc, że one o wszystkim wiedzą. Jak zwykle tylko ja o niczym nie wiedziałam!



I jak wam się podoba? Proszę komentujcie ♥ Następny rozdział będzie w czwartek ♥

poniedziałek, 10 marca 2014

Rozdział 1

-No, ale mamo- powiedziałam- kolejny raz muszę sprzątać po kocie.
-Przykro mi, ale twoja siostra ma dużo nauki- odpowiedziała- jak ty też zaczniesz się uczyć, to wtedy porozmawiamy inaczej.
Oczywiście musiałam posprzątać, a moja siostra Agata mimo, że jest młodsza to nie musi. Odkąd umarł nasz tata mama dziwnie się zachowuje, jakby chciała nas przed czymś chronić. Miałam 15 lat, jak nastąpiła ta tragedia, a Agata 10, więc to nie jest dziwne, że ona tak postępuje. Od tamtego czasu minęły ponad 2 lata, niedługo kończę 18 lat, a moja mama traktuje mnie jak dziecko. Czasami wychodzi gdzieś, nie ma jej kilka dni, a po powrocie zamyka się w swoim pokoju, tłumacząc się sprawami zawodowymi. Wydaje się to podejrzane. Muszę wykonywać wszystkie obowiązki, a moja siostra siedzi tylko nad książkami. To nie moja wina, że mnie nauka przychodzi łatwo, jakbym już dawno to wszystko wiedziała. Czasami mam deja-vu, niby normalne, ale u mnie ostatnio coraz częstsze, nie kiedy nawet mam prorocze wizje i umiem mówić biegle w różnych językach, chociaż się ich nie uczyłam. W tych trudnych chwilach wspierał mnie mój chłopak- Mateusz. Poznałam go niedługo po śmierci taty, też go znał i wiedział jak się czuję. Mówiłam mu o wszystkich moich obawach, jednak zbywał mnie tym, że niedługo się wszystkiego dowiem i jest to normalne w moim wieku. No proszę, jaki nastolatek jest medium? Wracając do tematu, naprawdę moja rodzina była dziwna, niby wdałam się w tatę, a Agata to cała mama. Może to i prawda, jednak już nie mam takiej pewności.
Dzisiaj odwiedził mnie Mateusz chcąc mi pomóc w porządkach, cały czas się uśmiechając. Stwierdziwszy, że dom lśni zaczął mi wyjaśniać, gdzie chce mnie zabrać.
-Kochanie pójdziemy dzisiaj na cmentarz, bo mamy tam się spotkać z kimś, a później udać w takie miejsce, którego nie ma na mapie- powiedział.
-Żartujesz sobie ze mnie?- zapytałam- ale skoro to dla ciebie takie ważne i tak się z tego cieszysz to możemy pójść.
Nie brałam całej sytuacji na poważnie, tyle byliśmy czasu ze sobą, a jednak potrafił mnie zaskakiwać.
Tym kimś okazał się mój wychowawca ze szkoły pan Janusz Potęga. Uczył mnie języka polskiego i historii. Był w średnim wieku, średniego wzrostu, ale był bardzo mądry, również potrafił nas zawsze rozbawić. Jasne oczy, chyba niebieskie i bardzo ciemne włosy, niemal czarne, które kontrastowały z jego jasną cerą. Miał również dużo dziwnych tatuaży, których wcześniej nie zauważyłam, ale cóż dla mnie ostatnio wszystko było dziwne.
Opowiedział mi, że mój tata żyje, ale jest w niebezpieczeństwie i tylko ja mogę go uratować. Jestem półczarownicą, ale moje moce w pełni uaktywnią się jak skończę 18 lat czyli za tydzień. Mateusz okazał się być czarodziejem czystej krwi i wszystko to przechodził 3 lata temu (jesteśmy w tym samym wieku) dlatego, że jego rodzice są czarodziejami. Pan Potęga był czarownikiem czyli starszym stopniem czarodziejem i miał być moim trenerem, doradcą i Mistrzem czyli magicznym mentorem. Nareszcie wszystko stało się dla mnie jasne, a raczej zaczynało. 
Mieliśmy udać się przez portal, który był pod cmentarzem do Los Magikos- stolicy Magii czyli państwa wszystkich czarownic i czarodziejów. Miałam tam poznać moich krewnych od strony taty, którzy mieli mi pomóc.




To tyle na dzisiaj ;) Jak wam się spodoba to kolejny rozdział może będzie już jutro a jak nie to za 2 dni ;)

Początek

Witam was,
ostatnio mnie natchnęło do napisania opowiadania o pewnej niezwykłej dziewczynie. Jeżeli ktoś to będzie chciał czytać to oczywiście będę wrzucała kolejne rozdziały,ale jak tylko je napiszę, więc nie wiem jak często będą się pojawiały kolejne posty :)